!1!
Wczoraj tłusty czwartek, czternastego Walentynki a jeszcze przed nami cała masa "świąt" popychających koniunkturę. Przykład: połóżmy na tapecie ten nieszczęsny tłusty czwartek. Oczywiście w dzień święta cukiernie zarabiają krocie. Każdy zapieprza z przynajmniej pięcioma pączkami, ściagają się kto zje więcej. Przynajmniej tak kiedyś było. Znaczy się kiedyś ja tak miałam. Teraz trzeba dbać o figurę i to juz nie tylko kobiety. Nawet faceci, tzw. "metroseksualni" (tak, to Ci co jeżdża metrem). topią się w różnych, przeróżnych dietach, które przeczytają w gazecie, pt. "Men's Health". Sami sobie wychowujemy takich mężczyzn, marząc o tym księciu na białym koniu, ale teraz nie starczy nam żeby miał tego "białego Konia" (ja tą metaforę rozumiem jako przynajmniej białe BMW- ponoć biały jest w modzie). Czyli idąc dalej tym tropem, można by stwierdzić, że typowe blachary się rozwijają. Kiedyś do szczęścia wystarczał im facet z furą, komórą i skórą. A teraz już i to nie wystarcza. Teraz mężczyzna musi mieć wygląd Brada Pitta, maniery Johna Deepa, poglądy Georga Clooneya, wykształcenie Kwaśniewskiego (oczywiście ironia), majątek Billa Gatesa, ma być glamour jak Jude Law, itp. Żal mi tych biednych facecików, którzy pocą się i pocą aby tylko jakaś kobitka spojrzała za nim na ulicy. Bądź by śliniła się na jego widok na jakiejś wiejskiej potupaji. No cóż trochę się nam hierarchia wtartości popierzyła.
No, ale wracając do tych świąt. Ale czy ktoś pomyślał jak duża zarabiają siłownię czy jakieś inne miejsca, które sprawia, że staniesz sie: piękniejszy/a, seksowniejszy/ a, zdrowszy/a i w ogóle jeżeli tam pójdziesz, kupisz ten karnet to Twoje życie od razu sie zmieni. Ogłoszenia tych miejsc aż krzyczą: "Chcesz być jak ta czy ten z telewizji, nic prostszego przyjdź do nas, to przecież takie proste". No i jak Ci już tak poobiecują, to nie zostanawiając się idziesz, bo to zmieni twoje życie, może wreszcie ktoś Cie zauważy, ktoś doceni. I pochłaniasz się w tym bez reszty, myślisz: "jeszcze zrzucę te 5 kilo i będę kimś". Możesz zrzucić i ze 20, możesz mieć figure supermodelki, ale co z tego. Może i wreszcie wychaczysz tego przystojniaka z tej błyskoteki. I co dalej. Będziesz życ miłością. Miłością i siłownią. Ale wiek robi swoje. Zestrazejesz sie, pomarszczysz, zwiotczejesz. Prawdopobnie on sobie znajdzie młodszą. Jak dla mnie wniosek jest prosty: skoro wydaje Ci się, że dzieki wyglądowi zmieni się Twoje całe życie, to wydaje mi się, żę zyjesz w jakieś popieprzonej iluzji. No chyba, że chcesz zostać trenerką fitness, modelką, itp.
A spójrzmy na to z drugiej strony. Oczywiście ważne jest pierwsze wrażenie, pierwsze 5 sekund, pierwsze spojrzenie i to kształtuje mniej więcej odbiór Ciebie przez drugą osobę interakcji. Ale po tych 5 sekundach musisz się odezwać, a jeżeli będziesz przez 30 min, później przez godzinę, póżniej tak przez cały tydzień opowiadać mu co przeczytałaś w jakiejś tam gazecie, na jakiej jesteś diecie, co zjadłas, jakich kosmetyków używasz, a jakie to ćwiczenia zrobiłaś dzisiaj to ten miły facet jeżeli nie ma takich samych zainteresowań odwróci się na pięcie. A Ty zostaniesz na tym parkiecie, na tym chodniku, gdziekolwiek, i będziesz się zastanawiać ale dlaczego? Przecież mam idealną sylwetkę, wybieliłam sobie zęby, ludzie porównywają mnie do tej laski z teleodbiornika. Później dojdziecie do tego, iż ten "kolo" poprostu jest palantem.
A ja tymczasem idę się zapisać na siłownię.
Dowidzenia, dozobaczenia, dousłyszenia, albo poprostu PA!
2009-02-20 | 10:22:36 | psychcia
skomentuj (0)